Magdalena_Krol_5
Magdalena_Krol_5
Magdalena Król

Miejsce wykonywania pracy habilitacyjnej: Katedra Nauk Fizjologicznych, Wydział Medycyny Weterynaryjnej, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Tematyka badań naukowych:
Zajmuję się badaniem interakcji zachodzących w obrębie mikrośrodowiska nowotworowego w guzach sutka suk. Badania nad rakiem sutka suk są bardzo ważne z weterynaryjnego punktu widzenia – nowotwór ten występuje u suk 3 razy częściej niż u kobiet i samic innych gatunków. Wyniki moich badań mogą jednak znaleźć też przełożenie na raka piersi – u obu gatunków nowotwory te powstają samoistnie, oba gatunki żyją w tych samych warunkach środowiska, mają podobny status hormonalny, a także wykazują szereg podobieństw na poziomie molekularnym.
Większość ludzi uważa, że nowotwór zbudowany jest tylko z komórek rakowych. Prawda jest taka, że oprócz komórek stricte nowotworowych znajduje się w nim cała masa innych komórek – tkanki łącznej, tłuszczowej, układu odpornościowego, naczynia krwionośne itp. Te wszystkie komórki odgrywają wielką rolę w rozwoju raka i powstawaniu przerzutów nowotworowych. I chociaż nowotwór można usunąć, poważnym problemem pozostają przerzuty, które są powodem 90% zgonów nowotworowych.

Na czym polega wyjątkowy charakter Pani badań?
Nauka zajmująca się mikrośrodowiskiem guza nowotworowego jest młoda i niewiele ośrodków jeszcze nad tym pracuje. Miałam wielki zaszczyt uczyć się u największego guru w tej dziedzinie – prof. Jeffreya W. Pollarda w Nowym Jorku.
W badaniu mikrośrodowiska nowotworowego najbardziej skupiam się na roli makrofagów w rozwoju guza – czyli komórek układu odpornościowego, które „zaprogramowane są” do obrony organizmu przed patogenami. Zgodnie z ich powszechnie znaną „pierwotną funkcją” przez wiele lat uważano, że makrofagi niszczą komórki nowotworowe, podobnie, jak zachowują się w stosunku do bakterii czy wirusów. Odkryciem ostatnich lat jest fakt, że makrofagi zamiast niszczyć nowotwór – są przez niego „korumpowane”, aby promować jego rozwój. Makrofagi wydzielają bowiem wiele czynników, które ułatwiają komórkom nowotworowym przedostanie się do naczyń krwionośnych i które zwiększają ich zdolność do przemieszczania się w odległe miejsca, gdzie tworzą ogniska przerzutowe.
Moje badania zmieniają podejście do tego problemu, bowiem wykazują, że makrofagi wcale nie przeszły na „ciemną stronę mocy”, ale są dobre, chcą zniszczyć nowotwór, tylko „efektem ubocznym” ich działania jest promowanie powstawania przerzutów. Dlatego też należy próbować niejako „modulować” ich funkcję – podtrzymać ich działanie antynowotworowe, a jednocześnie zniwelować ich działanie promujące przerzutowanie. Należy to robić albo odpowiednimi substancjami chemicznymi, albo za pomocą inżynierii genetycznej i to jest przyszłość moich badań. Badania te są pionierskie na skalę światową.

Na ile ważna jest współpraca między ośrodkami badawczymi? Jak ta współpraca wygląda w Polsce?
Uważam, że w nauce współpraca pomiędzy naukowcami jest sprawą najważniejszą. Obecnie współpracujemy z wieloma ośrodkami w Polsce i za granicą (we Włoszech, Austrii, Niemczech, Szwecji, Holandii, Irlandii, Turcji, Grecji, Norwegii). Marzę o pełnej globalizacji nauki, o pełnym przepływie informacji pomiędzy ośrodkami, aby osoby zajmujące się jakimś problemem w różnych końcach świata wspólnie nad tym pracowały. Niestety szczególnie my Polacy za mało ze sobą współpracujemy i często postrzegamy innych jako potencjalną konkurencję. Myślę, że problem ten jest bardziej nasilony w naszej części Europy z uwagi na trudną historię. Moim zdaniem im więcej osób zapraszamy do współpracy, tym większa szansa na nowe pomysły (w wyniku „burzy mózgów”), więcej nowych metod, możliwości. Przecież do zespołu naukowego każdy coś wnosi.
Jestem wielką fanką F1 i Roberta Kubicy i nasuwa mi się takie porównanie: tak jak w F1 – tak i w nauce – osoba lidera jest oczywiście bardzo ważna, ale sukces zależy od pracy całego zespołu. Im więcej osób nad czymś pracuje tym większa szansa na sukces. Dlatego też chciałabym serdecznie podziękować mojemu Zespołowi i Współpracownikom, bo tę nagrodę otrzymuję w dużej mierze dzięki Nim.

Co jest najważniejsze w pracy naukowej?
W nauce poza współpracą najważniejsza jest solidność, kreatywność i pasja. Staram się wysyłać moje doktorantki gdzie tylko mogę – staże, konferencje – im więcej zobaczą, im więcej poznają metod, ludzi tym bardziej zaowocuje to w przyszłości. Uważam, że należy inwestować w młodych. Mam bardzo dobry przykład – trafiłam na wspaniałego szefa – prof. Tomasza Motyla, który przekazał mi właśnie takie wartości, inwestując we mnie, często wręcz zmuszając mnie do wyjazdów zagranicznych (wcześniej tego tak nie doceniałam), dając mi dużą autonomię, ale też mobilizując do pracy i kreatywnego myślenia. Za to wszystko bardzo Mu dziękuję i mam nadzieję, że pod tym względem będę w przyszłości taka sama.

Co jest najważniejsze w życiu?
W życiu najbardziej liczy się miłość, rodzina i przyjaźń. Nauka jest moją wielką pasją, ale nie jest dla mnie wszystkim. Nie czerpałabym z niej tyle radości, gdybym nie miała do kogo wracać do domu.

Gdyby nie była Pani naukowcem, kim chciałaby być?
Trudno wyobrazić sobie, jaka praca mogłaby mi dać tyle satysfakcji co praca naukowca. Jakbym miała puścić wodze fantazji to oczywiście chciałabym zostać kierowcą rajdowym albo prowadzić hotel na południu Włoch, ale obawiam się, że zarówno jedno jak i drugie znudziłoby mi się po miesiącu. A może bym się przekwalifikowała? Jedno jest pewne – chciałabym się nauczyć tak dobrze gotować, jak robi to moja Mama.

Czy ma Pani czas na hobby?
Od dzieciństwa mam taką samą pasję – hoduję bouviery flandryjskie – w moim domu urodziło się już ponad 100 szczeniąt w 15 miotach (bardzo lubię odbierać porody, jestem przecież lekarzem zwierząt), w tym dużo Championów wielu krajów Europy i Ameryki, zwycięzców europejskich i światowych wystaw. Oprócz wielkiej satysfakcji, jaką daje wyhodowanie mądrych i pięknych psów, dzięki hobby poznaję różnych ludzi z całego świata. Napisałam pierwszą w Polsce (i jak na razie jedyną) książkę o bouvierach. Zamiłowanie do pisania odziedziczyłam po Tacie, który jest autorem kilku powieści.

Droga zawodowa:
Po uzyskaniu dyplomu lekarza weterynarii na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej SGGW (w 2006 roku) rozpoczęłam pracę w całodobowej klinice weterynaryjnej (od dziecka marzyłam o tym, aby leczyć zwierzęta) i planowałam kliniczną pracę naukową na SGGW. Do laboratorium trafiłam trochę przez przypadek, ale już po krótkim czasie okazało się, że to właśnie tu czuję się najlepiej i, że to praca wymarzona dla mnie.
Podczas studiów doktoranckich, na macierzystym wydziale, odbyłam staże naukowe w Szwecji i Holandii. Po złożeniu pracy wyjechałam na staż podoktorski do Netherlands Cancer Institute, do Amsterdamu.
Od grudnia 2009 roku, po uzyskaniu tytułu doktora nauk weterynaryjnych zostałam zatrudniona na stanowisku adiunkta w Katedrze Nauk Fizjologicznych Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW. W międzyczasie odbyłam jeszcze inne staże: w Albert Einstein College of Medicine, Yeshiva University w Nowym Jorku (u „ojca” dziedziny nauki, którą się zajmuję) oraz na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym w Zakładzie Immunologii. Aktualnie prowadzę własny zespół badawczy, co sprawia mi wiele radości.


Powrót